Folia, tektura, plastik, aluminium...,
czy można żyć bez opakowań żywności?
Trochę wspomnień ze zmierzchu PRL
Lubię
przypominać sobie dawne czasy sprzed 25 lat, tak mniej więcej. Pamiętam
sobotnie poranki, gdy chodziłam z siostrą do jedynego czynnego w naszej
miejscowości sklepu z pieczywem. Czasem trzeba było czekać naprawdę długo na
dostawę. A jaka tam była piękna kolejka. Ludzie ze sobą rozmawiali. Pamiętam
ten szum. Pamiętam, że brałyśmy bochenki tak po prostu do ręki i pakowałyśmy do
siatki, do takiej zwykłej, prawdziwej siatki. Chleb mógł w niej oddychać. A
mleko było w szklanych butelkach, które po wypiciu mleka myło się i oddawało,
chyba do sklepu. Jogurtów nie jedliśmy, serki homogenizowane rzadko (właściwie
nie, wylizywało się tylko opakowania, gdy mała robiła sernik na zimno), nie
było więc problemów z tymi opakowaniami. Śmietana była w słoikach, głównie od
babci, nie pamiętam, jak ją sprzedawano w sklepie. Cukierki dostępne tylko na
wagę pakowane były w papierowe torebki. Warzywa wkładało się tylko do siatki,
podobnej do tej od chleba. (Owoców nie kupowaliśmy, bo dostawaliśmy od babci z
jej ogrodu. Mięso i wędliny zawijano w papier. Masło było pakowane w papier jak
do wypieków. Za to Delicje miały gotowe opakowanie i czekolada też. Były też
produkty w słoikach i puszkach. Tyle pamiętam.
A
i jeszcze śmieci ― wrzucało się je bezpośrednio do wiaderka na śmieci, nie było
worków. Byłam za mała, by myć duże wiadro, robiła to głównie moja siostra. Ile
rzeczy się teraz przypomina! Kawa mielona w młynku, twaróg domowy, maślanka z
mleka, dżemy i konfitury domowe (choć u moich rodziców są wciąż domowe, a u
mnie wkrótce także), kompoty z owoców, kogel-mogel zamiast słodyczy. Każdy z
nas zna takie rzeczy, właściwie pamięta.
Moja
mama z dawnych czasów (kiedy pojawiły się tzw. reklamówki w latach ‘90)
zachowała zwyczaj mycia foliowych torebek, które dalej wykorzystuje. Myje też
oczywiście opakowania szklane, opakowania po śmietanie z plastiku, które służą
za doniczki do sadzonek. Kiedyś uważałam, że mycie opakowań to dziwactwo i się
tego wstydziłam. Od kilku lat sama korzystam z torebek bawełnianych,
wiklinowego kosza, na dalsze zakupy jeżdżę z plecakiem. Staram się nie brać
foliowych opakowań, w zaprzyjaźnionych sklepach wiedzą to sprzedawcy. Ale to
naprawdę mało. Chciałabym więcej.
Współczesność mojego domu
Kiedy
dziś wynosiłam śmieci, zauważyłam, ile plastikowych oraz tekturowych opakowań
wyrzucam. Duży worek (60 l) pełny był opakowań po mleku, koli i sokach (ostatnio
wynosiłam śmieci w piątek). Znalazły się tam też drobiazgi w postaci opakowania
po makaronie, po żelkach, kilku cukierkach, folia po papierze toaletowym,
puszka po pomidorach. Był weekend, wypiliśmy dużo koli i soków. (Trochę się
usprawiedliwiam.)
Nie
wyrzucam już szkieł po przecierze pomidorowym, po przetworach, dżemach.
Wszystko myję i wywożę do rodziców. Kiedyś tego nie robiłam, ale od kilku lat
jest inaczej. Potem przywożę do Warszawy słoiki z przetworami, bo ja też jestem
słoikiem. Nie wyrzucam też folii po suchych produktach, bo służą za worki na
śmieci.
Chciałabym
więcej. Tak. Dlatego wprowadzam w swoim domu miesiąc bez opakowań. Sprawdzę,
bez czego mogę się obejść, a bez czego nie. Wyniki przedstawię wkrótce.
Chcę
wspomnieć jeszcze o czymś, co mnie zaskoczyło. Owoce. Nie przypominam sobie,
żebyśmy kupowali owoce. W ogóle. Pamiętam, że były jakieś cytryny i znałam też
pomarańcze. Pamiętam też moje pierwsze spotkanie z bananami. Były zielone i
cierpkie i musiały leżakować na kaloryferze. Były naprawdę wspaniałe, choć
wtedy nie była to miłość od pierwszego wejrzenia. O owocach rozmawiałam z moją
mamą, która twierdzi, że u nas nie kupowało się owoców, bo ich właściwie nie
było na rynku! Owoce jadaliśmy tylko przez pół roku. Zimą i wiosną jedliśmy
dużo słodkiej marchwi, słodkiej, bo słodziliśmy ją cukrem. Pamiętam, że była
wspaniała, słodka i soczysta. A ile przy tym starło się naskórka!
Miesiąc bez opakowań ― czy to jest
możliwe?
Wracając
do właściwego tematu, to chciałabym przez kilka najbliższych tygodni, do końca
kwietnia, kupować produkty spożywcze i inne bez opakowań. Nie uda się kupić
szamponu bez plastikowej butelki, to rzecz oczywista, mogę jednak kupić papier
toaletowy na sztuki (w Społem, droższy, ale można). Kiedyś kupowałam surówki,
podając własny pojemnik. Sprzedawcy kiwali głową, ale nie byli przeciwni, gdy
mówiłam, że mi bardzo zależy. Spróbuję tak kupować mięso i ryby. Mogę tak
kupować twaróg na kilogramy. A jogurt zrobię sama, pora wypróbować maszynę.
Suche warzywa strączkowe mogę kupować na rynku na kilogramy ― też przygotuję
własny pojemnik. Nie będę kupować soków i koli, nie wiem, co da się zrobić z
mlekiem. Mama takich butelek nie wykorzysta, poza tym mleko w szkle jest u mnie
droższe o ponad złotówkę o tego w plastiku. W pobliżu nie ma mlekomatu, z
którego mogłabym korzystać. Nic nie poradzę na chemię, ale ją na szczęście rzadko
kupuję. Na pewno nic mi się teraz nie kończy, może poza pastą do zębów.
Postanowione.
Można powiedzieć, że zaczęłam w niedzielę, bo od niedzieli nic nie kupiłam.
Akcja trwa do 30 kwietnia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz